Czy jeszcze kiedyś pójdziemy do kina? - Lettly

Tak jak praca zdalna pokazała, że wiele firm niemal nie potrzebuje biur, tak przez przeniesienie kinowych premier do sieci okazało się, że nie wszyscy widzowie i nie wszystkie filmy potrzebują kin. Czy kiedy już wyjdziemy z domów, okaże się, że kinomani nie mają dokąd pójść?
 

Co łączy takie filmy jak „Emma”, „Polowanie” i „Niewidzialny człowiek” poza tym, że należą do wytwórni Universal Pictures? Dopiero co miały premierę w kinach, a już lądują na serwisach VOD. Do tego grona możemy dołączyć filmy innych wytwórni, który zdążyły nacieszyć się obecnością na kinowych ekranach ociupinkę dłużej, czyli „The Gentlemen” Guya Ritchiego oraz „Birds of Prey” – produkcję DC, która miała poprawić wizerunek postaci Harley Quinn po fatalnie przyjętym „Suicide Squad” (niezmiennie bawi i cieszy, że ten film ma Oskara na koncie).
 
Kino to jedna z tych branż, które w związku z obecną sytuacją na świecie i w Polsce jako pierwsze przychodzą na myśl, jeśli zastanawiamy się kto oberwał najmocniej. Jak do tej pory. Porównywalnie lub gorzej ma chyba tylko gastronomia i turystyka (o ile po rozum do głowy poszła już ta część globtroterów, która chwilę po informacji o wirusie zalała włoską część Alp w poszukiwaniu niskich cen i wypoczynku z dala od ludzi). Kina albo zamyka się odgórnie – jak w Polsce – albo ludzie sami coraz bardziej boją się do nich chodzić, tak samo jak na koncerty czy stadiony. Czasami trudno się już połapać, co jest skutkiem, a co przyczyną – nie chodzimy, bo zamknęli, czy zamknęli, bo nikt już nie chodzi? Nieważne, istotne jest to, że biznes kinowy praktycznie w tym momencie nie istnieje. Trochę więc nie miał wyjścia taki Universal – jeśli wytwórnia chciała zarobić cokolwiek, musiała szybko przenieść seanse tam, gdzie my przenieśliśmy swoją pracę wraz z życiem towarzyskim: z offline’u do online’u.
 

 
W Polsce podobny los spotkał produkcję „Sala Samobójców: Hejter”, czyli nowość od Jana Komasy (trafił nawet na dwa serwisy VOD jednocześnie), z kolei na streaming (Netflix) wjechała produkcja z naszą koleżanką z branży influ, Julią Wieniawą. Mowa oczywiście o „W lesie dziś nie zaśnie nikt”, czyli klasycznym amerykańskim slasherze, tyle że w polskim wydaniu. Film nie doczekał się nawet swojej premiery kinowej, podczas gdy “Hejter” Komasy zdążył nacieszyć się chociaż tygodniową obecnością na srebrnym ekranie.
 

Przez VOD kino przeniesie się do domów?

 
To oczywiście nie wszystkie filmy, które trafiają do sieci wcześniej, niż planowano, w ramach jakiegoś planu awaryjnego. Takie działanie zdaje się oczywiste na ten moment, ale co dalej? Czy czeka nas przeniesienie kina do sieci całkowicie? Najzabawniejsze i najtragiczniejsze w całej tej pandemii w kontekście gospodarki jest to, że nic a nic nie da się na ten moment przewidzieć. Trudno powiedzieć, czy krzywa zachorowań się spłaszcza, ale kilka przeskrolowań przez serwisy informacyjne nie napawa optymizmem. To oznacza, że kryzys potrwa raczej dłużej, niż krócej. W Chinach co prawda kina powoli, powolutku zaczynają odżywać. Ale w USA dopiero powoli, powolutku zostają zamykane. Ci pierwsi dopiero dochodzą do siebie po około dwumiesięcznej kwarantannie – trzeba tylko zaznaczyć wyraźnie, że kwarantanna chińska było dużo lepiej i sprawniej zorganizowana niż gdziekolwiek na zachodzie, od Stanów po Polskę. Wniosek: u nas potrwa to dłużej, ewentualnie dużo dłużej. Niemniej, kiedyś będzie po wszystkim.
 
Czy wtedy będzie jeszcze istniał srebrny ekran? Na pewno nie dla wszystkich filmów. Kiedy trudno powiedzieć, jak długo jeszcze potrwa izolacja i social distancing, trudniej też wyrokować, na ile dystrybucja filmów poza kinem się przyjmie. Może dystrybutorzy nieco łaskawiej spojrzą na wrzucanie filmów do kin i do sieci niemal równocześnie; zwłaszcza w przypadku produkcji o mniejszych budżetach i niekoniecznie napakowanych efektami specjalnymi. Podobnie robił już Netflix, choćby z oskarową „Romą”, no ale to nie jest klasyczny dystrybutor kinowy.
 
Obawy budzi przyszłość kin jako takich. Wydaje się, że największy problem będą mieli (oczywiście) najmniejsi gracze. Rynek już się zmniejszył, więc i liczba kin pewnie się zmniejszy. Zostaną głównie multiplexy i blockbustery. Mniejsze kina, walcząc o przetrwanie będą musiały wybierać wyświetlanie tych filmów, które przyciągną najwięcej ludzi, czyli efekciarskie, duże tytuły. Te z kolei najlepiej ogląda się jednak na większym ekranie i z lepszym dźwiękiem oraz z ogromnym pudłem przepłaconego popcornu – czyli w sieciówkach. Fani kin studyjnych mają więc kolejny powód, który mogą sobie dopisać do listy zmartwień związanych z pandemią. Co innego fani domowego kina, ale też wszelkiego rodzaju popkulturowi influencerzy, którzy będą mieli większe możliwości do kierowania wprost do polecanych przez siebie filmów. Kiedy staną się oni elementem ścieżki zakupowej, a ich widz będzie o jedno kliknięcie od premierowego filmu, zwiększą się ich możliwości zarobkowe.

Wojtek Boliński

Wojtek Boliński

Copywriter


Ciekawski copywriter, kreatywny redaktor; miłośnik dobrze zestawionych słów. Lubi patrzeć markom na ręce. Prywatnie ma w planach zostanie sławnym pisarzem i późną starość w Urugwaju.

POZNAJ LETTLY!

EBOOKI

Okładka e-booka: Jak zacząć współprace z influencerem? Okładka ebooka: The Hitchhiker's Guide to Instagram Galaxy Okładka ebooka: Jak zaplanować skuteczną kampanię z influencerami?