Breaking news: Google nie tworzy nowego portalu społecznościowego! - Lettly

Shoelace od Google to nowa, testowana na razie w USA usługa. Czy powinni się nią zainteresować reklamodawcy, agencje i liderzy opinii? Raczej nie. To po co powstaje? I dlaczego Google po G+ nie próbuje stworzyć nowego portalu społecznościowego z prawdziwego zdarzenia?

 

 

Portale o technologii i marketingu zgodnie powielały niedawno nagłówki o takiej mniej więcej treści: “Google zapowiedziało nowy portal społecznościowy”. Ale to chyba za mocne słowa, żeby traktować je inaczej, niż jak stare, dobre clickbaity. Google nie wprowadza na rynek portalu społecznościowego, tylko prostą aplikację mobilną, której możliwości raczej nie wgniotą Cię w fotel. Google Shoelace to taki trochę Tinder, ale nie do końca, bo zamiast na randki, możesz teraz umawiać się na tenisa. Na spacer. Do kina. Na mecz. Na klopsiki. Na wszystko. Polega to na tym, że dajesz info znajomym i obcym z okolicy, na co masz ochotę. I potem możesz się na to z kimś umówić. Dziwne i chyba mało przydatne. Od tego są w sumie komunikatory. Ale cała ta appka to tylko projekt z tak zwanej Area120, gdzie pracownicy Google’a wcielają w życie swoje autorskie pomysły, a Google puszcza je w świat. Bo może. A jak któryś “zażre”, to będzie można na nim zarobić. Do tej pory z tej wylęgarni innowacji wyszły między innymi tak przydatne usługi jak aplikacja do wspólnego oglądania YouTube’a na odległość, narzędzie do wyświetlania reklam w AR czy komunikator, zamieniający wiadomości głosowe w ciąg emotikon.

 

Widać więc, że projekty są bardzo różne, ale też nie pokłada się w nich poważnych nadziei na dzień dobry. Niezbadane są jednak szanse powodzenia różnych dziwnych usług w sieci. Snapchata też nikt nie rozumiał, a okazał się potężną siłą do czasu aż Instagram nie okradł go z pomysłów.

 

Google więc wypuszcza na rynek każdy, czasem nawet mało innowacyjny produkt, jaki uda się w ramach Area 120 doprowadzić do etapu działania, z nadzieją, że stanie się takim Snapchatem. Sholeace’owi to chyba jednak nie grozi.

 

Te nagłówki o nowym medium społecznościowym są jeszcze o tyle bez sensu, że Google ma już swoją mocną i opłacalną platformę, konkurująca z Facebookiem, czyli YouTube. A kiedy próbowali robić coś miałoby Facebooka przypominać, trafiali jak kulą w płot. Dlatego w Google chyba już definitywnie sobie odpuścili i słusznie.

 

 

“Facebooki” od Google

 

Najpierw był Orkut.com. Mogliście o nim nie słyszeć, ale działał w czasach, kiedy jeszcze nie za bardzo było wiadomo co z tymi social mediami można zrobić, żeby na nich zarobić. Powstał już w 2004 roku, więc jest, a raczej był rówieśnikiem Facebooka. Stworzony przez gościa, który nazywa się  Orkut Büyükkökten w ramach pracy w Google. W swoich złotych czasach był bardzo popularny w Brazylii, ale nigdy nie przyjął się globalnie. Żył dziesięć lat, a umarł tak jak żył: po cichutku.

Potem było też Google Buzz, który miał być drugim Facebookiem, w czasach kiedy niektórym się wydawało jeszcze, że można zrobić drugiego Facebooka. W tym samym czasie np. Yahoo miało coś, co nazywało się Yahoo Updates. Niestety, “alternatywne Facebooki” musiały wyginąć, bo jedengo Facebooka ludzie już mieli. Google Buzz narobiło tyle buzzu, że dziś nie ma nawet hasła na Wikipedii.

Ten sam błąd tkwił w założeniach Google+. Niby różniło się od Facebooka bardziej niż Buzz, miało inne rozwiązania, te wszystkie “kręgi” i tak dalej. Nadal jednak miało być odpowiedzią Google na FB, co nadal sensu miało tyle co nic. Po co komu “drugi Facebook” i to taki, którego muszę się uczyć. Bardzo fajnie wyglądała komunikacja marek na tym portalu – najczęściej była po prostu powieleniem treści z FB. To pokazuje, jak bardzo wszystkim potrzebny był G+.

 

 

Dlatego raczej nie ma co się spodziewać, Google weźmie się robienie nowego, dużego serwisu społecznościowego. A już na pewno nie takiego, którym warto się interesować z perspektywy agencji i reklamodawców. Uff, zamiast wypatrywać nowych platform, możemy spokojnie skupić się na kompleksowym zrozumieniu tych już istniejących.

 

Iga Stachowicz

Iga Stachowicz

Content Manager


W Lettly odpowiada za treści oraz budowanie wizerunku w social media. Chętnie dzieli się najświeższymi newsami ze świata Instagrama i influencerów nie tylko na blogu, ale także w naszym newsletterze. Prywatnie jest prawdziwą koneserką memów oraz Netflixa.

POZNAJ LETTLY!

EBOOKI

Okładka e-booka: Jak zacząć współprace z influencerem? Okładka ebooka: The Hitchhiker's Guide to Instagram Galaxy Okładka ebooka: Jak zaplanować skuteczną kampanię z influencerami?