Zrób sobie influencera - Lettly

Ktoś kiedyś napisał gdzieś na murze: “nie ufaj rodzicom, zrób się sam”. Zainspirowało nas to dziś do przemyśleń o tym, że jeśli nie ufasz influencerom, może spróbujesz zrobić sobie swojego? Ewentualnie można skorzystać z usług wirtualnych bytów zaprojektowanych tak, by być influencerami idealnymi. Czy w domie robotyzacji Maffashion powinna czuć się zagrożona, bo wirtualna supermodelka okaże się bardziej dyspozycyjna? Czy skrojona na potrzeby marketingowców grupa wirtualnych aktorów może być zabawniejsza niż Abstrachuje?

 

Influencerzy to potrafią być kłopotliwe bestie. Może im się zdarzyć zaspać albo zapomnieć o zaplanowanej publikacji – ludzka rzecz. Mogą publicznie zrobić coś niepopularnego, co paradoksalnie przysporzy im popularności. Jednak będzie to popularność, na której mało komu zależy, a już na pewno nie brand managerom. Mogą też zmieniać swój wizerunek na przestrzeni czasu, co wydaje się nieuchronne, kiedy zaczyna się działać jako wpływowicz w młodym wieku. Kiedy ze słodkiej nastolatki zmieniasz się w rozerotyzowanego wampa, współpracująca z tobą marka sprzedająca piórniki z jednorożcami może czuć się lekko zakłopotana. Dotyczy to nawet odrobinkę starszych sław internetu; bywa tak, że firmy nie chcą przedłużać współprac, kiedy na czyimś profilu pojawia się odrobinę za dużo ciała, bardziej kontrowersyjne zdjęcia, czy po prostu jakkolwiek inne niż do tej pory treści.

 

“Nie takim cię pokochałam”, mówi wtedy marka ze łzami w oczach i idzie sobie szukać nowej gwiazdy do współpracy.

 

The future is now

 

No i po co tak, skoro można lepiej, spokojniej? Można na przykład “wyhodować” sobie influencera do początku na takiej zasadzie, że to marka pomaga komuś “urosnąć” w social mediach od podstaw. Wiadomo, łatwiej wtedy o długofalową współpracę bez ewentualnych perturbacji. Nadal jednak mamy do czynienia z człowiekiem – istotą z natury grzeszną, podatną no pokusy tego świata, które czyhają niecnie na każdym kroku. Tego nie zmieni żadna religijna ani świecka praktyka w słusznej intencji. Co więc można podjąć żeby uchronić się od ułomności ludzkiej natury influencera?

 

Zrobić go sobie.

 

Nie po to mamy rok 2019 żebyśmy nie mogli sobie sami sami tworzyć influencerów. Nie po to mamy futurologów, posthumanizm, transhumanizm i cyberpunk, żeby nie zauważyć, że przyszłość jest teraz. Po co karmić się wizjami s-f, kiedy wystarczy się zwyczajnie rozejrzeć.

 

Wirtualni influencerzy

 

Nie musimy snuć wizji o tym, co by było gdyby wirtualni influencerzy istnieli, bo tacy już są. Pierwsza przychodzi nam na myśl od razu Miquela, rzekomo pierwsza wirtualna influencerka. Bardzo sympatyczna osoba, aż szkoda, że nie istnieje. Ma 20 lat i nie zmienia się to od dłuższego czasu. Na koncie współprace z takimi markami jak Prada, Chanel, Versace, Gucci, czy Nike. Słabo?

 

 

Miquela kocha sztukę, muzykę i modę, sama określa siebie jako artystkę. Bo nie jest to ten typ osoby (?), która jest znana z bycia znaną, o nie. Miquela również śpiewa, jej kawałki możecie sobie odsłuchać w sieci.

 

 

 

Nie wiemy, czy wypada nam komentować jej wygląd, bo jesteśmy zdecydowanymi przeciwnikami jakiegokolwiek bodyshamingu. Ale zaraz, przecież Lil Miquela nie posiada ciała, jak więc można… No nic, zostawmy to filozofom i etykom. Od siebie dodamy tylko, że na pewno sami wyraźnie widzicie, że nasza bohaterka nie jest wcale fotorealistyczna. Ale czy to problem? Jej “komputerowość” naszym zdaniem wpisuje się w estetykę internetu czasów, w których mamy już za sobą takie trendy wizualne jak vaporwave, glitch, czyli mówiąc najszerzej: postinternet.

 

Pułkownik 2.0

 

Inaczej niż marki współpracujące z Lil Miquelą do sprawy podeszło KFC. Oni stworzyli sobie własnego influencera od podstaw. Jest to wirtualna wersja Colonela Sandersa, tylko że podrasowana z myślą o dzisiejszych czasach. Młodsza, z zarostem i fryzurą prosto od barbera oraz z tatuażem korespondującym z marką: “tajny przepis na sukces”.

 

 

Wirtualny influencer skrojony specjalnie pod jedną markę wydaje się jeszcze bardziej odporny na nieprzewidziane sytuacje, ale od jakiegoś czasu nie pojawia się już na Instagramie KFC. Widocznie ktoś doszedł do wniosku, że osoba, która nie posiada ciała może być mało wiarygodna jeśli chodzi o smak smażonej kury.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Shudu (@shudu.gram)

 

Bardziej autentyczna może być na przykład Shudu – ciemnoskóra supermodelka, która co prawda współpracuje z brandami (promowała np. marke Rihanny, czyli Fenty Beauty), ale pierwotnie powstała jako dzieło sztuki i hołd dla tego konkretnego typu urody. Ojcem, twórcą, demiurgiem, doktorem Frankensteinem Shudu jest Cameron James-Williams, który na koncie ma aż trzy takie “osoby”. Shudu ma więc ma rodzeństwo i fajnie. Wesoło.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Cameron-James Wilson (@cameron.gram)

 

Kreowanie wirtualnych osób nie jest niczym nowym, już dawno mamy za sobą boom na zespół Gorillaz, który stał się jednak na tyle popularny, że jego główny twórca, Damon Albarn postanowił w końcu otwarcie się do niego przyznawać, nie pozwalając cieszyć się sławą swoim wirtualnym dzieciom. Trudno stwierdzić, żeby wirtualni influencerzy mieli wyprzeć z rynku tych z krwi i kości. Dobrze jednak zaznaczyć ich obecność. Bo może już czas, żebyśmy także w na polskim rynku traktowali możliwość ich zaistnienia równie poważnie. Z tym przesłaniem zostawiamy Was na weekend i chyba idziemy pooglądać “Black Mirror”, czekając przy okazji na pierwszego wirtualnego influencera nad Wisłą.

Iga Stachowicz

Iga Stachowicz

Content Manager


W Lettly odpowiada za treści oraz budowanie wizerunku w social media. Chętnie dzieli się najświeższymi newsami ze świata Instagrama i influencerów nie tylko na blogu, ale także w naszym newsletterze. Prywatnie jest prawdziwą koneserką memów oraz Netflixa.

POZNAJ LETTLY!

EBOOKI

Okładka e-booka: Jak zacząć współprace z influencerem? Okładka ebooka: The Hitchhiker's Guide to Instagram Galaxy Okładka ebooka: Jak zaplanować skuteczną kampanię z influencerami?