Szybki gryz, czyli kolejny (?) serwis z serialami - Lettly

W 2020 roku szykuje się wojna o nasze portfele i uwagę między plaftormami streamingowymi. Zdaje się, że po premierze serwisów od Apple’a i Disney’a rynek będzie już przesycony. Zawsze jest jednak miejsce na streaming, który ma na siebie oryginalny pomysł. A nam się marzy, że i my jako marketingowcy, będziemy mogli na nim skorzystać.

 
Showmax poległ na polu chwały i nikt już o nim nie pamięta, ale serwisów streamingowych mamy w nadmiarze. Netflix, HBO GO, Amazon Prime, Hulu, a gdzieś za horyzontem już czają się Disney+ i Apple TV+, każdy z potężnymi tytułami serialowymi na wyłączność. Same plusy? Niekoniecznie, w końcu liczba serwisów streamingowych, jakie możemy/chcemy opłacać jest skończona. No i kto by to wszystko obejrzał, ludzie złoci; czasem sam Netflix okazuje się mieć tyle contentu, że nie ma kiedy tego ogarnąć, a jak dorzucimy jeszcze HBO GO, to już robi się ultymatywne combo pożeraczy czasu. A poza streamingami też jest życie – czasem trzeba pójść do pracy, na spacer z psem albo na przykład powychowywać dziecko. Doba nie jest z gumy, a wśród młodych, wykształconych z wielkich ośrodków szerzy się moda na zawody w byciu coraz bardziej zajętym i zmęczonym. Efekt jest taki, że na #netflixandchill zostaje nam ułamek wieczoru każdej doby; ledwo co można pojedynczy epizod obejrzeć, a i to nie zawsze. Bingewatching? Panie, zapomnij – chyba, że ktoś już odpuścił sobie weekendowe wychodzenie z domu, wtedy proszę bardzo.

 

Streaming dla millenialsów

 
Jeffrey Katzenberg to producent filmowy i szef studia DreamWorks Animation. Wcześniej także współzałożyciel DreamWorks oraz prezes rozrywkowego hegemona spod znaku Myszki Miki. Meg Whitman z kolei to była dyrektorka generalna eBay. Z połączenia ich mocy rodzi się właśnie jeszcze jeden serwis streamingowy – Quibi. Zanim pomyślisz sobie, że na kolejny taki byt nie ma na globalnym rynku miejsca, dodamy, że ten różni się od pozostałych. Jest pomyślany z myślą o zabieganych i zajętych – w domyśle: wszystkich nas. No ale co to oznacza w praktyce? Ucieleśnienie pojęcia “mobile first” nie tylko na poziomie aplikacji ale i contentu. Mówiąc najkrócej: seriale z odcinkami po 10 minut do szybkiego wchłonięcia w tramwaju, między pracą a kolacją.

 

Popkultura jeszcze bardziej pop

 
Założyciele serwisu przyznają się do inspiracji “Kodem Leonarda da Vinci” Dana Browna, hitowej swego czasu powieści. Powieści o tyle łatwo przyswajalnej, że składającej się z bardzo krótkich rozdziałów. Każdy z nich był osobną scenką, a jeszcze napisane były tak sprytnie, że bardzo często kończyły się cliffhangerami. Okazało się, że czytelnik chętniej sięga po kolejną część historii, jeśli wie, że nie zabierze mu ona zbyt wiele czasu. Tak samo mają działać seriale na Quibi. Z krótkimi odcinkami eksperymentował już na przykład Netflix – epizody serialu “Bonding” mają od 13 do 17 minut. W sam raz na podróż komunikacją miejską lub wsunięcie obiadu – o ile nie przeszkadza nam wsuwanie obiadu przy odważnych scenach BDSM. Twórcy Quibi idą dalej, schodzą do 10 minut i robią z tego główną zasadę swojego eksperymentu – jak zresztą sami określają to przedsięwzięcie.

Niby eksperyment, ale już przekonujący – przynajmniej dla paru znaczących twórców filmowych. Szykuje się serial Stevena Soderbegha. Będzie serial z Christopherem Waltzem, który wyreżyseruje Antoine Fuqua znany z filmu “Dzień Próby”. Reżyser serialu “Mad Men” szykuje z kolei produkcję z udziałem Laurence’a Fishburne’a, czyli Morfeusza z “Matrixa”. No i będzie Steven Spielberg z serią dziesięciominutowych horrorów “Spielberg’s After Dark”. Nie dość, że będą krótkie, to jeszcze da się je obejrzeć jedynie po zmroku. Eksperyment w eksperymencie, bardziej postmodernistycznie w świecie seriali już nie będzie.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Betty Mae Casting (@bettymaecasting)

 

Zażre, nie zażre?

 
Quibi (od quick bite) zadebiutuje wiosną przyszłego roku, a już rodzi oczywiście mnóstwo pytań. Wydaje się, że to coś w sam raz dla stereotypowych millenialsów, którzy robią rzeczy w biegu, serwują sobie coraz to nowe bodźce i mają coraz większe problemy ze skupieniem uwagi na dłużej. Powinno więc wypalić. Teoretycznie. Ale z drugiej strony, czy twórcy serialowi i filmowi poradzą sobie w tej ograniczającej formule? Czy w dziesięciominutowych epizodach da się zawrzeć satysfakcjonującą fabułę i pokazać postacie, które widz zdąży pokochać? To na pewno bardzo ważne pytania, ale nas zawodowo nurtują marketingowe możliwości takiego projektu.

Uwaga, będzie insajderska ciekawostka: zdarzało się swego czasu (mamy nadzieję, że już nie), iż agencje reklamowe próbowały oczarować klientów obietnicą wyprodukowania dla nich serialu na Netfliksie. Brzmi o tyle świetnie, co absurdalnie. Quibi jednak przy swojej formule wydaje się idealnym miejscem na produkcje o niższych budżetach, na przykład takie, których akcja dzieje się w jednym miejscu (pamiętacie “Camera Cafe?”). To pozwoliłoby wielu brandom, nawet tym mniejszym, zaistnieć w towarzystwie “prawdziwego” kina – lub jego mobilnej namiastki, jak kto woli – na razie trudno oceniać. Dla Quibi z kolei byłaby to ciekawa opcja na “dorobienie na boku”. Brzmi jak plan, ale czy tak jest w rzeczywistości? Byłoby całkiem sympatycznie mieć trochę nowych możliwości w świecie marketingu, prawda?

Iga Stachowicz

Iga Stachowicz

Content Manager


W Lettly odpowiada za treści oraz budowanie wizerunku w social media. Chętnie dzieli się najświeższymi newsami ze świata Instagrama i influencerów nie tylko na blogu, ale także w naszym newsletterze. Prywatnie jest prawdziwą koneserką memów oraz Netflixa.

POZNAJ LETTLY!

EBOOKI

Okładka e-booka: Jak zacząć współprace z influencerem? Okładka ebooka: The Hitchhiker's Guide to Instagram Galaxy Okładka ebooka: Jak zaplanować skuteczną kampanię z influencerami?