Roboty do roboty - Lettly

Sztuczna inteligencja przestaje być wizją z literatury i filmów. Sieci neuronowe, algorytmy, a nawet roboty poczynają sobie coraz śmielej i rozbestwiają się coraz bardziej. Nie spodziewamy się może odwiedzin Terminatora, ale konkurencja na rynku pracy wydaje się już coraz bardziej realna. Czy dotyczy ona także naszego marketingowego poletka?

 

W latach 70. polskie dzieciaki były przekonane, że w roku 2000 pyszne kiełbaski same będą wskakiwały nam do buziek za sprawą mechanicznego ramienia do karmienia ludzi kiełbaskami. Jeszcze w latach 90., a może i później, rozwój sztucznej inteligencji postrzegano na dwa skrajne sposoby: albo bunt maszyn rodem z “Terminatora” i zagłada gatunku ludzkiego, albo fully automated luxury gay space communism. Nic pomiędzy. Oczywiście bardziej podoba nam się ta druga wizja, która polega z grubsza na tym, że przewidywano istnienie inteligentnych maszyn, które wyręczą nas we wszystkim. Dzięki temu nikt nigdy nie będzie już musiał pracować, wszyscy będą opływać w dostatek, a najważniejszym problemem całej ludzkości będzie zrobienie czegoś z całym tym wolnym czasem, którego brzemię na nas spadnie. Tak się wydawało. No i co?

 

No i tak jak podczas rewolucji przemysłowej szwaczki obawiały się, że szyjące maszyny wyrugują je z zakładów pracy, tak dziś wielu pracowników żywi podobne obawy co do sztucznej inteligencji. Uzasadniony wydaje się strach przed erozją rynków pracy. Najbardziej zaawansowane wydają się prace nad autonomicznymi autami, bo i o nich najwięcej słychać, a zajmują się tym zarówno korporacje z branży motoryzacyjnej jak i technologicznej. Daleko jest do rozstrzygnięcia etycznych dylematów, jak na przykład: kto będzie odpowiedzialny za ofiary wypadków takich samodzielnych pojazdów? Trudno dziś rozstrzygnąć co sztuczna inteligencja powinna uznać za mniejsze zło w hipotetycznie niebezpiecznej sytuacji – czy wjechać w przystanek pełen ludzi czy w kobietę w ciąży, która wtargnęła na pasy, a może zjechać na lewy pas, wprost na czołowe zderzenie z autem, którym podróżuje cała rodzina? Mimo to od dłuższego czasu czuć wiatr zmian. Rewolucja, która czeka rynek pracy kierowców wydaje się być tuż za rogiem i coraz odważniej wyściubiać zza niego nos. Podobnie jest z obsługą klienta – człowiek wydaje się coraz mniej potrzebny, kiedy chcemy załatwić konkretną sprawę jak najszybciej. To dzieje się już dziś i nie potrzeba do tego skomplikowanej sztucznej inteligencji poddawanej testowi Turinga. Czasami wystarczy prosty chatbot na Messengerze; taki, którego zaprogramować mógłby dziś w zasadzie każdy z nas. Już teraz widzimy, że są miejsca, w których pracownik staje się zbędny. Niektórzy eksperci uspokajają, że nieprędko zagrożone będą zawody kreatywne oraz te, gdzie liczą się kontakty międzyludzkie. Pytanie jak długo to ostatnie będzie dla nas istotne – w końcu jedzenie przez aplikację zamawiasz też trochę po to, żeby uniknąć kontaktu z żywym człowiekiem, prawda? No przyznaj. Inna sprawa, że już dziś sztuczna inteligencja jest na tyle nie w ciemię bita, że radzi sobie w kontaktach z żywym człowiekiem całkiem sympatycznie. Nie jest to może (jeszcze, chyba) poziom droida protokolarnego C3PO (relacje ludzie-roboty), ale taki Nao specjalizuje się w opiece nad starszymi ludźmi. Sprawdza się także jako animator na oddziale pediatrycznym Umberto I w Syrakuzach we Włoszech. Oprócz zabawiania dzieci, dba także o to, żeby przyjmowały odpowiednie lekarstwa o odpowiedniej porze. A do tego wygląda bardzo milutko.

 

 

Tzw. “szary obywatel” żywi dziś uzasadnione obawy że zyskają największe korporacje, a nie pracownicy, którzy powoli będą stawali się coraz bardziej zbędni, zaczynając od zawodów, które nie wymagają specjalistycznego wykształcenia.

 

Buntu maszyn rodem z terminatora raczej nie będzie, będzie za to bunt mas. To znaczy: niektórzy tak twierdzą, a miliarderzy z Doliny Krzemowej poważnie się tego scenariusza obawiają, więc budują sobie twierdze i bunkry, żeby w razie czego ukryć się przed “apokalipsą zombie”.

 

Czy naszą branżę też czeka rewolucja związana ze sztuczną inteligencją? Na pewno, tylko jak miałaby wyglądać? Gdyby dopuścić do głosu wyobraźnię (a tę mamy bujną) to możemy snuć takie wizje, gdzie algorytm analizuje brief (dobry brief, konkretny) i dobiera influencera do marki. Potem wysyła zapytanie, formułuje zadanie dla instagramera i mamy to. Ten pierwszy brief także może wytworem algorytmu, analizującego dostępny budżet i potrzeby marki. Nasza wyobraźnia zaczyna jednak zgrzytać, gdy mówimy o współpracy trudniejszej i bardziej zaawansowanej. Na przykład takiej, kiedy mówimy o dedykowanym kampanii materiale, wymagającym więcej merytoryki od zdjęcia na Instagramie – odcinku podcastu, czy filmu na YouTubie, kiedy to trzeba z twórcą pozostać w kontakcie i kilkuetapowo akceptować gotowy i nie gotowy materiał. Zwłaszcza gdy ograniczymy nasze rozbuchane przez fantastykę naukową wizje i nie będziemy dopuszczać do siebie myśli o prawie identycznych z ludźmi androidach rodem z filmu “Ex Machina”. Niemniej wygląda na to, że mamy szansę dożyć momentu, kiedy niezbędny będzie już tylko konsument, który musi wydać pieniądze na produkt opracowany przez algorytm na podstawie analizy rynku. Kampanię opracuje i stargetuje kolejny algorytm na podstawie analizy całego mnóstwa danych; przy odpowiednio dokładnym podejściu może obyć się już nawet bez rzucającej się w oczy i zapamiętywalnej kreacji. A i tę – gdyby jednak okazała się konieczna może zaprojektować robot. Dziś są w stanie już pisać wiersze, malować obrazy, czy tworzyć muzykę.

 

Już kilka lat temu takie amerykańskie firmy jak Epson czy CenturyLink wdrażały u siebie opartą na AI asystentkę marketingu Angie (firmy Conversica), która wysyłała miesięcznie nawet 30 000 maili, analizowała odpowiedzi na nie i sama decydowała, które uznać za tzw. “hot leady”, czyli najbardziej prawdopodobne opcje sprzedażowe. Tego typu analiza danych i wyciąganie wniosków już dziś mogłoby znaleźć zastosowanie nie tylko w marketingu infuencerskim, ale niemal w każdym biznesie opierającym się w dużej mierze o działania online. I znów okazuje się, że pracownik przestaje być potrzebny, bo “wcześniej, kiedy przekazywaliśmy konsultantom 100 leadów, otrzymywaliśmy kilka odpowiedzi od klientów. Teraz przekazujemy 100 leadów asystentce AI i dostajemy 50 odpowiedzi”, jak mówił dyrektor marketingu Epsona, Cris Nickel w wypowiedzi udzielonej “Harvard Business Review”.

 

Dziś, w rzeczywistości Big Data, kiedy sami dzielimy się całym mnóstwem danych na nasz temat z globalnymi korporacjami, największym wyzwaniem marketingu jest ich analiza i opracowanie możliwie najlepszej strategii działań na ich podstawie. Danych jest tyle, że już teraz oddaje się to zadanie sztucznej inteligencji. Tak działa np. system Google AdWords. Jeszcze raz: analiza danych i dobór strategii – to wydaje się dziś najważniejszą pracą do wykonania w każdej dziedzinie marketingu, także tego opartego na współpracy z influencerami i ta sztuczna inteligencja będzie nam w tym coraz śmielej pomagała. Może nawet uzna, że warto współpracować z wirtualnymi influencerami; to byłoby już lekko niepokojące.

 

Wychylając się poza marketing: najbardziej “zagrożeni” będą pracownicy najniższego szczebla, niezależnie od branży. Eksperci pocieszają, że może wtedy wejdzie w życie koncept dochodu podstawowego, w co jednak szczerze wątpimy. Choć znamy wielu, którym śni się on po nocach. Inni mówią zaś, że warto się przekwalifikowywać na nowe zawody, właśnie związane ze sztuczną inteligencją i np. “trenowaniem” jej lub jeszcze lepszym dostarczaniem danych. Można tak mówić, ale nam dość oderwana od rzeczywistości wydaje się wizja taksówkarza chętnie przekwalifikowującego się z dnia na dzień na specjalistę do sztucznej inteligencji.

 

Tego typu dylematy pozwolimy sobie jednak zostawić ekonomistom i etykom. Przynajmniej na razie.

 

Iga Stachowicz

Iga Stachowicz

Content Manager


W Lettly odpowiada za treści oraz budowanie wizerunku w social media. Chętnie dzieli się najświeższymi newsami ze świata Instagrama i influencerów nie tylko na blogu, ale także w naszym newsletterze. Prywatnie jest prawdziwą koneserką memów oraz Netflixa.

POZNAJ LETTLY!

EBOOKI

Okładka e-booka: Jak zacząć współprace z influencerem? Okładka ebooka: The Hitchhiker's Guide to Instagram Galaxy Okładka ebooka: Jak zaplanować skuteczną kampanię z influencerami?