Jak zrobić skuteczny viral? Ujawniamy! - Lettly

Drogi pracowniku agencji reklamowej, jeśli mimo roku 2020 nadal zdarzają ci się klienci, którzy przychodzą z briefem na viral, taki prawdziwy, którego zasięg ma być organiczny, a nie opłacony, wspomnij mu o „Kontroli”. To idealny przykład tego, że marketing wirusowy może zadziałać albo i nie, bo „prawdziwy” viral to taki, którego nikt się nie spodziewa. Taki, który od pierwszego kontaktu zostaje w pamięci odbiorców i taki, który nie powstaje na zamówienie, ani nie chce niczego nikomu sprzedać.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Control web series (@control_webseries)


 

Marketing wirusowy – case study

 
Tak właśnie było z internetowym serialem „Kontrola” zaledwie dwudziestoletniej studentki Warszawskiej Szkoły Filmowej, Nataszy Parzymies. Serial hula sobie nie tylko po polskim YouTube, notując milionowe wyświetlenia na całym świecie, a to, że nie skończyło się na jednej krótkiej etiudzie to efekt głównie tego, że świat ten sam prosił o więcej, a obecnie w komentarzach na YT ten sam świat apeluje do Netflixa o wzięcie się za „pełnowymiarową” adaptację „Kontroli”. Mówimy bowiem o produkcji niewielkiej, jakby skrojonej pod funkcjonowanie na YouTube, co wyraża się choćby w bardzo różnej długości odcinków – od dwóch minut pierwszego, do aż(!) kilkunastominutowego ostatniego odcinka. Oprócz dopasowania się do medium, autorce udało się również tematycznie jak i stylistycznie idealnie wstrzelić w czas, bo rzecz opowiada o trudnej relacji miłosnej dwóch dziewcząt i emanuje cudownie zrealizowanymi neonowymi światłami, a to w dzisiejszym kinie szerzej obowiązująca stylistyka.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Control web series (@control_webseries)

 

Zaczęło się bardzo skromnie. Natasza Parzymies opowiedziała w podcaście „8:10” o pierwszym odcinku; okazuje się, że była to studencka etiuda jakich sporo, wrzucona na YT, bo taki był zwyczaj. Ot, jak kogoś nie było na egzaminie, to gdyby bardzo chciał, będzie miał sobie okazję obejrzeć.

Budżet był taki, że kilka ekip realizujących kilka etiud wspólnie wypożyczało sprzęt, żeby zrealizować swoej filmy w trzy dni jak najniższym kosztem. Studenckie warunki wymagały organizacyjnych wygibasów do tego stopnia, że Ada Chlebicka i Ewelina Pankowska, wcielające się w rolę dziewczyn, między którymi aż kipi od subtelnej zmysłowości… samą kontrolę, czyli te najbardziej erotyczne ujęcia zagrały zupełnie osobno, z udziałem dublerek. Mimo trudności realizacyjnych, etiuda odniosła sukces, jakim była ocena 4,5, a wyższa prawie się nie zdarza, jak twierdzi Natasza.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Control web series (@control_webseries)

No a potem w internecie tę króciutką produkcję zobaczyli znajomi młodej reżyserki. Także ci obcojęzyczni, bo autorka postanowiła dodać napisy, co nie było zbyt pracochłonne, ponieważ w „Kontroli” pada naprawdę minimalna ilość słów. Mimo tej oszczędności środków wyrazu video zyskiwało coraz szersze zasięgi dzięki licznym udostępnieniom. Z drugiej strony to chyba właśnie dzięki pewnej prostocie był łatwo dekodowalny pod dowolną szerokością geograficzną, niezależnie od kręgu kulturowego, bo „zażarło” m.in. w USA, Chinach, Indiach, czy Brazylii. Do dziś sam pierwszy odcinek, który początkowo miał być zamkniętą całością stanowi prawie połowę wyświetleń całego serialu na YT. Potem poszło już z górki, bo żyjemy w tak cudownych czasach, że jeśli odbiorcy bardzo czegoś pragną, to twórca łatwo może zebrać od nich finansowanie dzięki crowdfundingowi. Tak było i tutaj, choć kontynuację wsparła między innymi Parada Równości. Siódmy, ostatni do tej pory odcinek miał już premierę w modnym warszawskim klubie.
 

Viral i darmowy zasięg

 
Sukces jest niezaprzeczalny, ale ta historia to przykład na to, że aby coś naprawdę, ale tak naprawdę stało się viralem, rozchodzącym się zupełnie organicznie, to raczej nie powinno powstawać w umysłach pracowników działu marketingu firmy produkującej kiełbasę. Albo majonez. Albo szelki. Albo sportowe obuwie. Albo cokolwiek. Próżna jest wiara, w to że klienci tak kochają markę, że sami z siebie będą share’owali jej content w social mediach, a jest to wiara na którą nadal można się natknąć tak naprawdę nie tylko u marketerów; w agencjach również się zdarza. Treści sygnowane przez markę zawsze są uważane za reklamę – pomijając przypadki, kiedy same w sobie rozrywką, patrz: teledyski produkowane na zlacenie brandów. Nawet wtedy jednak warto im „pomóc”, choćby na początku, pieniądzem, czy to płacąc za pre-rolle na YT, posty sponsorowane na FB/Insta, czy choćby za zasięg influencera.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Control web series (@control_webseries)

Przykro nam, darmowy zasięg nie istnieje, chyba że jesteście fantastyczną, młodą reżyserką, dysponującą idealnie dobranymi nieco przypadkowo aktorkami i mającą do opowiedzania prawdziwą historię, za którą nie stoi strategia marketingowa, ani logo.

 

Wojtek Boliński

Wojtek Boliński

Copywriter


Ciekawski copywriter, kreatywny redaktor; miłośnik dobrze zestawionych słów. Lubi patrzeć markom na ręce. Prywatnie ma w planach zostanie sławnym pisarzem i późną starość w Urugwaju.

POZNAJ LETTLY!

EBOOKI

Okładka e-booka: Jak zacząć współprace z influencerem? Okładka ebooka: The Hitchhiker's Guide to Instagram Galaxy Okładka ebooka: Jak zaplanować skuteczną kampanię z influencerami?