Czy influencer może być nieśmiertelny? - Lettly

Zakończony niedawno przez Netflixa „BoJack Horseman” poza tym, że dał światu być może najbardziej rozbudowanego psychologicznie bohatera (bohaterów?) w historii popkultury, był także nieustannym komentarzem do świata szołbiznesu. Komentarzem celnym i gorzkim jak cały ten serial zresztą. W jednym z odcinków, kiedy BoJack ma zagrać główną rolę w filmie, jego ciało zostaje w całości zeskanowane. Na skutek splotu wielu różnych zdarzeń film z BoJackiem zostaje zrealizowany bez jego udziału, bo wystarczył trójwymiarowy awatar. Nikt nie zauważył różnicy, a główny bohater został nawet uhonorowany Oscarem.

 

BoJack na podstawie paru mniejszych wydarzeń trochę jakby przewidział przyszłość, ale nie do końca. U nas, w rzeczywistości (chyba, że jednak żyjemy w symulacji, a ktoś właśnie wyciąga nam drabinkę z basenu), analogiczną technologię wykorzystano do zarabiania na martwych ludziach. Otóż Whitney Houston rozpoczęła niedawno trasę koncertową mimo, że nie żyje od 2012 roku. 25 lutego w Sheffield odbył się koncert, inaugurujący europejskie tournee martwej od ośmiu lat gwiazdy. Nie ma z niego zbyt wielu oficjalnych materiałów, jest za to parę amatorskich nagrań, krążących po Insta.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez KIS 95.1 FM (@kis951fm)

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez WhitneyOnly (@whitneyonlychannel)

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Whitney? (@whitneyhoustontributefansite)

 

Reakcje są mieszane. Fani wydają się częściowo niezadowoleni, ale raczej nie z tego, że płacą za występ hologramu swojej idolki, bo skoro płacą, to chyb sam pomysł im się podoba. Przeszkadza im raczej odrobinę niedokładnie odwzorowany ruch sceniczny Whitney. A to tańczyła nieco inaczej, a to inaczej trzymała mikrofon. Pewnie da się jeszcze nową Whitney nieco poprawić, bo do jej stworzenia wykorzystano nie tylko materiały archiwalne, ale także technologię cgi w połączeniu z dublerką i motion capture.

 

W podobny sposób w 2016 roku w filmie „Rogue One”, gwiezdnowojennym spin offie, „wystąpił” Peter Cushing. Mimo, że zmarł w 1994 roku, mógł ponownie wcielić się w rolę kultowego komandora Tarkina, postaci z pierwszych „Gwiezdnych Wojen”, a jego dublerem, którego ciało i mimika zostały użyte był aktor Guy Henry. I o ile Tarkin to tylko jedno z postaci w filmie, tak nie trudno oprzeć się wrażeniu, że jego powrót zza grobu był jedynie badaniem gruntu i sprawdzaniem przez Hollywood reakcji publiki na obsadzenie martwego aktora w kinowym hicie. Niedługo czeka nas bowiem prawdziwe uderzeniem, czyli film „Finding Jack”, w którym główną rolę zagra sam legendarny… James Dean, który zginął tragicznie w roku 1955. Producentem jest firma Magic City Films, która nabyła od rodziny prawa do wizerunku aktora i w taki sposób wykorzysta je w filmie o wojnie w Wietnamie. Jeden z właścicieli firmy opowiadał o tym, że szukali długo idealnego aktora do tej roli, ale James Dean był idealny, a rodzina ich wspiera i traktuje projekt jako czwarty, nigdy nie nakręcony film Jamesa. Z kolei Mark Roessler, z firmy CMG Worldwide, która reprezentuje spadkobierców ponad 1700 osobistości ze świata popkultury, które już zeszły z tego świata wieszczy, że będzie to początek nowego zjawiska: To niebywała szansa dla wielu naszych klientów, których nie ma już wśród nas (źródło: gazeta.pl).

 

 

Oczywistym jest, że można opowiadać różne rzeczy o dziedzictwie martwych gwiazd w kontekście przywracania ich do życia, na końcu jednak zawsze chodzi o jedno. James Dean zmarł bardzo dawno temu, więc można zakładać, że nawet jeśli spodziewamy się jakiegoś oburzenia opinii publicznej spowodowanego jego powrotem, to mniejszego, niż gdyby nakręcono kolejną część „Mistrza kierownicy” z Burtem Reynoldsem (zmarły w 2018, również klient CMG Worldwide). I znowu widać gołym okiem, że ktoś tu bada grunt, a za parę lat możemy mieć do czynienia z szerokim zjawiskiem, polegającym na tym, że śmierć popularnego aktora może przejść bez większego echa i nie stanowić przeszkody przed nieprzerwanym monetyzowaniem jego popularności.

 

 

I tu nasuwają się luźne wnioski dotyczące naszego rozrastającego się poletka, jakim jest influencer marketing. Bo skoro influencerzy wirtualni już istnieją i radzą sobie coraz lepiej, co stoi na przeszkodzie Facebookowi lub YouTube’owi – albo też markom sponsorów – aby podpisywać z popularnymi internautami kontrakty, obowiązujące również po śmierci. Kontrakty zawierające nawet zapisy, dzięki którym o odejściu takiej osoby nie będzie zbyt głośno. A taki martwy influencer staje się natychmiast influencerem wirtualnym. Sprowadza się to do tego, że ta nowa, lepsza Whitney Houston nie ma już problemów z używkami i nigdy nie odwoła koncertu, a nowy, wskrzeszony James Dean nie popełni po raz drugi samobójstwa.

 

Wojtek Boliński

Wojtek Boliński

Copywriter


Ciekawski copywriter, kreatywny redaktor; miłośnik dobrze zestawionych słów. Lubi patrzeć markom na ręce. Prywatnie ma w planach zostanie sławnym pisarzem i późną starość w Urugwaju.

POZNAJ LETTLY!

EBOOKI

Okładka e-booka: Jak zacząć współprace z influencerem? Okładka ebooka: The Hitchhiker's Guide to Instagram Galaxy Okładka ebooka: Jak zaplanować skuteczną kampanię z influencerami?